Wydawnictwo Lawendowe Zacisze?

Dlaczego powstało Wydawnictwo Lawendowe Zacisze?

Niektóre decyzje dojrzewają latami.

Dziś, kiedy oficjalnie rozpoczynam działalność Wydawnictwa Lawendowe Zacisze, wiele osób pyta mnie, skąd pojawił się ten pomysł. Czy był to nagły impuls? Nowy projekt biznesowy? A może kolejny etap mojej pracy szkoleniowej i terapeutycznej?

Prawda jest znacznie ciekawsza.

Bo historia tego wydawnictwa zaczęła się dużo wcześniej, zanim pojawiła się pierwsza książka, pierwszy numer ISBN czy pierwsza okładka.

Być może zaczęła się już wtedy, gdy jako dziecko trzymałam w rękach książkę Leszka Szumana.

Ślady, które wracają po latach

Nie pamiętam dokładnie, kiedy książka Leszka Szumana trafiła do naszego domu. Pamiętam jednak, że jego nazwisko towarzyszyło mi od najmłodszych lat.

W tym samym czasie słuchałam rodzinnych opowieści, między innymi historii o Rzeźniku z Niebuszewa. Były to opowieści, które budziły emocje, ciekawość i skłaniały do zadawania pytań o rzeczy, których nie da się łatwo wyjaśnić.

Dopiero wiele lat później odkryłam, że również Leszek Szuman opisywał tę historię w swojej książce „Życie po śmierci”.

To był jeden z tych momentów, kiedy człowiek zaczyna dostrzegać, że pewne wątki przewijają się przez całe jego życie.

Najpierw pojawiają się jako opowieść.

Później jako książka.

Jeszcze później jako spotkanie z ludźmi.

Aż w końcu zaczynają układać się w historię, której wcześniej nie potrafiliśmy dostrzec.

Piętnaście lat drogi

Około piętnastu lat temu po raz pierwszy zetknęłam się ze środowiskiem Pomorskiego Towarzystwa Psychotronicznego, którego założycielem był Leszek Szuman.

Wtedy jednak nie zostałam tam na dłużej.

Dziś myślę, że nie byłam jeszcze gotowa.

Życie prowadziło mnie inną drogą.

Zostałam instruktorką, mediatorką, bioenergoterapeutką. Prowadziłam szkolenia, pracowałam z ludźmi, tworzyłam programy edukacyjne i rozwijałam własną działalność.

Jednocześnie pisałam.

A właściwie zaczynałam pisać.

Powstawały kolejne notatki, rozdziały, konspekty i pomysły na książki.

Jednak przez lata żadna z nich nie chciała zostać ukończona.

Nie brakowało wiedzy.

Nie brakowało możliwości.

Brakowało czegoś, czego wtedy jeszcze nie potrafiłam nazwać.

Niektóre książki czekają na autora

Dzisiaj często wracam myślami do historii Leszka Szumana.

Wiem, że przez wiele lat czekał na wydanie jednej ze swoich książek.

Ja również czekałam.

Nie dwadzieścia lat.

Około pięciu.

Nie dlatego, że nie mogłam wydać książki.

Możliwości były.

Dzisiaj myślę, że niektóre książki nie czekają na drukarnię.

Nie czekają na wydawcę.

Nie czekają nawet na czytelników.

One czekają na autora.

Czekają, aż będzie gotowy dopisać ostatni rozdział własnej historii.

Powrót, który wszystko zmienił

W marcu tego roku wróciłam do Pomorskiego Towarzystwa Psychotronicznego.

Nie był to powrót przypadkowy.

Przez lata wiele się zmieniło. Zmieniłam się również ja.

Pojawiły się nowe doświadczenia, nowi ludzie i nowe spojrzenie na życie.

Były też wyzwania.

Były sytuacje, które wymagały ode mnie cierpliwości, odwagi i zaufania do własnej drogi.

Musiałam oswoić wiatr, zanim mogłam zrobić kolejny krok.

I właśnie wtedy zaczęło dziać się coś niezwykłego.

Zaczęłam kończyć książki.

Jedna po drugiej.

Tematy, które przez lata czekały w szufladach, zaczęły układać się w spójną całość. Pojawiały się kolejne pomysły, kolejne projekty i kolejne publikacje.

Jakby pewien rozdział mojego życia został wreszcie domknięty.

Albo przeciwnie.

Jakby właśnie wtedy rozpoczął się nowy.

ISBN, który zmienił sposób myślenia

W tym samym czasie odezwała się do mnie koleżanka, którą poznałam kilka lat wcześniej podczas szkolenia z bioenergoterapii.

Opowiedziała mi, że wydaje swoją książkę i oczekuje na numer ISBN.

To była zwykła rozmowa.

A jednak sprawiła, że zaczęłam interesować się procesem wydawniczym.

Zrozumiałam, że książka to nie tylko napisany tekst.

To również odpowiedzialność za jego zachowanie dla przyszłych pokoleń.

To miejsce w Bibliotece Narodowej.

To możliwość dotarcia do czytelników.

To ślad pozostawiony po sobie.

Dlaczego powstało Wydawnictwo Lawendowe Zacisze?

Dziś wiem, że Wydawnictwo Lawendowe Zacisze nie powstało w jeden dzień.

Nie narodziło się podczas spotkania biznesowego.

Nie pojawiło się jako gotowy plan.

Powstawało przez lata.

W każdej napisanej stronie.

W każdym szkoleniu.

W każdej rozmowie z ludźmi.

W każdej książce, której nie potrafiłam jeszcze ukończyć.

Patrząc wstecz, widzę wiele osób i wydarzeń, które miały wpływ na tę drogę.

Nie mogę powiedzieć, że Leszek Szuman był moim nauczycielem. Nigdy go nie poznałam.

Mogę jednak powiedzieć, że był jednym z tych ludzi, którzy pojawili się na mojej drodze znacznie wcześniej, zanim zrozumiałam, dokąd ta droga prowadzi.

Dziś myślę, że niektórzy ludzie potrafią prowadzić innych nawet wiele lat po swoim odejściu.

Przez swoje książki.

Przez pozostawione idee.

Przez pytania, które inspirują kolejne pokolenia do poszukiwania własnych odpowiedzi.

Być może właśnie dlatego powstało Wydawnictwo Lawendowe Zacisze.

Nie po to, aby wydawać książki.

Po to, aby historie, wiedza i doświadczenia mogły odnaleźć swoich czytelników dokładnie wtedy, kiedy przyjdzie na to ich czas.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z szkoła piękna i Pasji Lawendowe Zacisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej